Gimnastyka „szorstkiego języka” [OPINIA]

Jeśli pracujesz ponad normę, pomagasz znajomym i obcym, możesz spróbować powiedzieć swojemu radnemu, że ma spie*****ć lub iść w ch**j. Według nowej definicji, ukutej podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej, to szorstki język, którego używanie da się usprawiedliwić.

Pixabay.com

Pixabay.com

Dyskusja Rady Miejskiej nad dalszym zarządzaniem Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji była pokłosiem publikacji w Kurierze Pasłęckim. W numerze lipcowo-sierpniowym ukazał się list młodej mieszkanki Torunia Judyty Lipki, w którym opisała z jakim traktowaniem jakoby spotkał się jej mąż, chcący wykupić w MOSiR pozwolenie wędkarskie. Mężczyzna miał usłyszeć, jak dyrektor MOSiR instruuje telefonicznie „bardzo miłego pana”: „Weź ich wyp*****! Niech idą w ch**j. Niech spie******ą!. Nie ma komu wypisać”. Autorka podkreśliła, że spotkany w siedzibie ośrodka sportu mężczyzna (w liście nie określono czy to pracownik) był wobec jej męża życzliwy, z treści wynika, że nie miał wpływu na zachowanie dyrektora.

List poprzedził wstępniak Damiana Olbrysia, redaktora naczelnego Kuriera, jednocześnie radnego. Damian Olbryś przypomina w nim elementarne zasady obsługi klientów w prywatnych firmach i instytucjach – na przykład uprzejmość – oraz znaczenie wizerunkowe tych zasad. I powątpiewa w kulturę osobistą dyrektora Przedpełskiego, który notabene po wygaśnięciu umowy znów ma zostać dyrektorem, tym razem bez konkursu.

Oba teksty ukazały się nie tylko na papierze, ale i w sieci – w Epaslek.pl i na facebookowym fanpage Kuriera. Publikację polubiło prawie 70 osób, udostępniło około 40, a część z tych udostępnień wygenerowało od kilku do kilkunastu kolejnych, plus następne lajki. Jak na Pasłęk – ilościowa masakra niebieskimi kciukami.

Sam dyrektor Jerzy Przedpełski uważa, że tekst redaktora Olbrysia go obraża, a zarówno tekst i list to pomówienia. Oba mają naruszać jego dobra osobiste. Podejrzewa również, że list i wstępniak napisała jedna i ta sama osoba. Nie uściśla czy podejrzewa Judytę Lipkę o napisanie wstępniaka za Damiana Olbrysia, czy Olbrysia o napisanie listu za Lipkę. Czy zupełnie kogo innego o autorstwo obu tekstów.

W oświadczeniu przekazanym swojemu zwierzchnikowi, Burmistrzowi Pasłęka, tłumaczy, że akurat tamtego dnia (2 lipca – data wymieniona w liście) od rana pracował przy zawodach konnych, potem na festynie disco polo, w związku z czym nie miał czasu na telefony. Poza tym przy imprezach pracowali wszyscy szeregowi pracownicy MOSiR – w siedzibie ośrodka miało nikogo nie być.

Oświadczenie dyrektora burmistrz odczytał dopiero na koniec dyskusji radnych, ale pewne szczegóły i tak się przez nią przewijały.

Już raz odchodził Pan na emeryturę, prawda? Czy nie uważa pan, że już czas dać szansę komuś młodszemu? – na samym początku zapytał dyrektora i jednocześnie przedstawił swoją opinię Damian Olbryś. Radny uważa, że na dyrektorskie stanowisko w MOSiR powinien zostać rozpisany konkurs, w którym będzie mógł wziąć udział więcej niż jeden kandydat.

Jednak opinia, jak to opinia, nie ma znaczenia, bo jak wyjaśniała gminna radczyni Jolanta Skuratowicz, rada miejska może oceniać jedynie realizację zadań przez jednostkę budżetową. O zatrudnianiu na stanowiskach kierowniczych decyduje tylko i wyłącznie burmistrz. Zgodnie z prawem nie musi rozpisywać konkursu, może po prostu przedłużyć umowę z obecnym dyrektorem. Przy czym nie powinien kierować się wiekiem kandydata, a przesłankami merytorycznymi. Tych przedstawiono na sesji całą masę. Mówiono o szeroko pojętych uczynności, pracowitości, przysługach i zasługach dyrektora Przedpełskiego – tu zgodni byli radni Zbigniew Cieśla, Marian Matuszczak, Teresa Czerska i przewodniczący Edward Skalij. Przytaczano opinie sołtysów, zadowolonych ze współpracy z dyrektorem.

Jerzy Przedpełski odpowiadał na pytania opozycji i opowiadał o specyfice swojej pracy – że nie dość, że czasem słyszy różne rzeczy, bo ludzie w różnym stanie dzwonią do niego o różnych porach, to widzi co wyprawiają nad Jeziorkiem dzieci i młodzież. Bywa szorstki, ale stara się nad sobą panować. MOSiR podlegają np. stadion, plac zabaw w centrum, teren Jeziorka i zbiorników retencyjnych Zakrzewko I i II, boiska i palce zabaw na terenie sołectw. To wszystko trzeba zabezpieczać i sprzątać. Ilość zadań rośnie, a pracowników w ośrodku nie przybywa. Mówił o swoim 18-godzinnym dniu pracy, zajęciach hippicznych z dziećmi i młodzieżą, organizacji i współorganizacji imprez.

Burmistrz Wiesław Śniecikowski sprecyzował, że chodzi o około 50 różnych przedsięwzięć i dodał, że „często wysoka frekwencja mieszkańców na tych imprezach, świadczy o pozytywnej ocenie tej jednostki [MOSiR]”. Mówił o licznych kontrolach – np. 6 kontroli dokonanych przez Komisję Rewizyjną Rady Miejskiej, 8 kontroli Urzędu Miejskiego w Pasłęku – które od lat przechodzi ośrodek, zawsze z pozytywną oceną. Zaznaczył, że w ocenie pracowniczej odnotowano jeden przypadek, gdy dyrektor kogoś obraził, po czym oficjalnie przeprosił, a przeprosiny zostały przyjęte. Burmistrz nie powiedział jednak, o którą konkretnie sytuację chodzi, bo licząc tylko te nagłośnione w lokalnym internecie, to były chyba dwie.

Dalej mówił o gospodarności, uczynności, skuteczności w pozyskiwaniu sponsorów, pomysłowości i innowacyjności, bezinteresowności oraz dbałości o mienie. Ta dbałość o mienie, jeśli jest [ono] źle wykorzystywane, albo ktoś [je] niszczy, te szorstkie słowa, które są kierowane [przez dyrektora] pod adresem takich ludzi, wywołują w nich agresję i ludzie bardzo często lecą do gazety, żeby tam się poskarżyć. Dlatego trzeba bardzo spokojnie do tego podchodzić i wyjaśnić każdą sprawę odrębnie. (…) Faktycznie w kontaktach bezpośrednich bywa szorstki, przy czym dla mnie najważniejsze jest to, co wykonuje na rzecz mieszkańców.

Tyle że w liście, który wywołał ten „syndrom oblężonej twierdzy”, stoi, że mąż autorki próbował tylko wykupić pozwolenie wędkarskie i to w związku z tym miał usłyszeć, że ma „wyp*****! Iść w ch**j! Spie******!”. Nie łowił ryb na lewo, nie skakał po drzewkach na terenie Jeziorka, ani nie pływał pod wpływem alkoholu na materacu. Na to w czasie dyskusji zupełnie nie zwrócono uwagi.

Zanim głos zabrał Burmistrz, radny Zbigniew Cieśla mówił, że nie ma wyrobionego zdania, ale takiego pracownika, jak ten pan, który według relacji Judyty Lipki był jedynie świadkiem soczystej wiąchy, zwolniłby chyba z pracy, bo „nie na tym praca polega”. Marian Matuszczak apelował by nie poddawać się „jakimś szmeraniom”. Często wynika z tego jakaś plotka, która w rzeczywistości nie ma znaczenia, albo ma bardzo niewielkie znaczenie. Sprawa powinna zostać omówiona w zaciszu gabinetu burmistrza, debatę na sesji radny Matuszczak przyjął, jak powiedział, z pewnym niesmakiem. Edward Skalij przekonywał: Gdyby nie pan Przedpełski, to ja nie wyobrażam sobie jak będzie wyglądał teren Jeziorka. Tam trzeba nie tylko być, ale być również stanowczym, bo zdarzają się różne sytuacje.

Burmistrz Pasłęka żałował, że Damian Olbryś nie przyszedł najpierw do niego, jako przełożonego dyrektora i nie zadziałał dopiero, gdyby Burmistrz nic ze sprawą nie zrobił. – W sprawie, która jest przedmiotem tego artykułu z takim bulwersującym tytułem, nikt ze mną ani z dyrektorem Przedpełskim nie kontaktował się. Żaden radny, żaden mieszkaniec, żaden obywatel Polski, Torunia także.

Z Judytą Lipką i jej mężem również nikt nie kontaktował się przed sesją. Gdyby próbował, toby się skontaktował i dowiedział, że list nie dodarł do Urzędu Miejskiego w Pasłęku przez czysty przypadek, kompletnie niezwiązany z jego autorką.

Dyskusja o zarządzaniu MOSiR trwała ponad 40 minut. Było to 40 długich minut płomiennych przemów rodem z wieców poparcia/krytyki. Przemów, których nikt prócz samych radnych, kilku urzędników, sołtysów i skromnego stoliczka prasowego, nikt, kompletnie nikt, nie słuchał, bo nikogo innego na sali nie było. Takie przekonywanie samych siebie. Trudno pozbyć się wrażenia, że przeciągająca się nasiadówka w Sali Rycerskiej i zdzieranie gardeł mogły być w prosty sposób oszczędzone zebranym. Choćby poprzez próbę kontaktu z małżeństwem z Torunia, może nawet próbę wystosowania kolejnych przeprosin, a może i ofiarowanie wędkarskiego karnetu na następny sezon. No, ale dyrektor Przedpełski uważa, że to wszystko są „pomówienia oparte na kłamstwie” (cyt. z oświadczenia). W każdym razie równie trudno się powstrzymać, by nie powiedzieć szacownemu gronu (w tym nauczycieli), które przekonywało, że częstowanie ludzi „szorstkim językiem” da się usprawiedliwić: “Wypi********e. Idźcie w ch**j. Spie********e. Możecie porozmawiać o tym w zaciszu gabinetu burmistrza”.

wr

Może Ci się również spodoba

1
Dodaj komentarz

1000
mieszkaniec Pasłęka

Czas kończyć z tym dziadostwem. Burmistrz po raz kolejny ugiął grzbiet przed Przedpełskim a usłużni radni ,,Pasłęczanie” przyklepią co Napoleon każe. Teraz czekam na reakcje uczniów odpowiadających swoim nauczycielom – sp****laj albo idź w ch*j. Przecież szorstki język to nie wykroczenie, nie jest to nawet oznaka braku kultury.

Ta strona używa narzędzi zewnętrznych lub firm trzecich, które przechowują małe pliki (cookie) na twoim urządzeniu. Pliki cookie są zwykle używane w celu umożliwienia prawidłowego działania strony (ciasteczka techniczne), generowania raportów użytkowania nawigacji (pliki cookie dotyczące statystyk). Strona może bezpośrednio używać technicznych plików cookie, ale masz prawo wybrać, czy chcesz włączyć ciasteczka statystyczne i te, które nie są niezbędne do jej działania.  Cookie policy